`` Ludmiła ``
Wolno spacerowałam uliczkami Buenos Aires. Moje blond włosy mokły w sączących się z nieba kroplach deszczu. Na mojej twarzy widniała skwaszona mina. Nie nawidziłam siebie, nie nawidziłam rzeczy, decyzji i błędów z przeszłości. Czułam się okropnie, tak jakby ktoś zabrał mi cały sens życia, włożył do papierowego samolociku i puścił na wietrze. Widziałam przed sobą osoby od których wręcz biło światło szczęścia. Dla tych wszystkich ludzi nowy rok szkolny oznaczał nowych przyjaciół, ciekawe przygody, imprezy co noc, natomiast dla mnie nowy rok oznaczał wyśmiewanie się ze mnie za plecami, docinanie mi. Cóż, zasłużyłam sobie, rok temu byłam wredną, zarozumiałą złośnicą. Podczas wakacji wszystko przemyślałam. Codziennie wyglądałam przez okno, widziałam znajomych ze studia. Ja siedziałam w domu a z moich oczu kapały łzy. Dzwoniłam do każdego, kto przyszedł mi do głowy, wszyscy kompletnie mnie olali. Było mi bardzo przykro. Westchnęłam cicho. Spojrzałam w niebo. Krople lały się z nieba ciurkiem, tak jak łzy z moich oczu. Zdałam sobie sprawę że nie mam nikogo, żadnej bliskiej osoby. Moi rodzice nie żyją od dwóch lat. Zmarli w wypadku samochodowym. Ponieważ jestem już pełnoletnia nie trafiłam do domu dziecka i musiałam radzić sobie sama. Zawsze gdy wracam do domu czuję pustkę w głębi serca. Nie mogę powiedzieć już " Cześć mamo, jak w pracy". Jeszcze dwa lata temu tak było. Właśnie dlatego stałam się wredna i zarozumiała. Aby nie myśleć o Tym co mnie spotkało, jak wielkiego mam w życiu pecha, aby inni poczuli to samo, ale to był błąd, nie mogłam nikogo winić za śmierć moich rodziców. Usiadłam pod drzewem na wilgotnej od deszczu trawie. Spojrzałam przed siebie. Wszystkie wspomnienia nagle ożyły. Widziałam przed sobą Natalię i Leona którzy zachęcali mnie do rzucania dyskiem, widziałam ludzi przechodzących obok ze szczerym uśmiechem. Widziałam rodziców siedzących na kocu przyglądających się mnie i moim przyjaciołom, cieszyli się moim szczęściem. Wszystko w jednej chwili rozmyło się i wróciła okrutna, szara rzeczywistość, która nie była dla mnie łaskawa. Spojrzałam w bok i ujrzałam kałużę a w niej blondynkę z rozmazanym makijażem, smutą miną i kapiącymi łzami. Otarłam je patrząc w kałużę. " Ludmiła no co ty! Weź się w garść! Przecież jesteś Ludmiła Ferro! Jesteś gwiazdą" Powiedziałam do siebie. " Nieee, to nie ja " Dodałam smutnym tonem. Obraz smutnej blondynki w kałuży znikł, gdy wstałam z miejsca. Ze spuszczoną głową poszłam porozmawiać z kimś, kto nigdy mi nie przerywał. Po kilku minutach byłam na miejscu, był to cmentarz. Wiał zimny wiatr i szeleściły liście. Nie było widać żywej duszy. Kucnęłam przy grobie moich rodziców. Godzinę później wstałam. Powiedziałam co leży mi na sercu. Wróciłam do domu. Zdjęłam mokre ubrania i założyłam luźne dresy. Zaparzyłam herbatę i położyłam się na łóżku patrząc w sufit, z moich oczu od czasu do czasu ciekły łzy smutku.
---------
Taaak, no więc oto prolog, wiem że krótki i lekko przygnębiający, ale chciałam nadać jakiś wyróżniający się charakter. Następnym razem będzie weselej, obiecuję.
Mam nadzieję że się spodobał, a jeśli przeczytałaś / przeczytałeś to liczę na opinie i pomysły w komentarzu < 33
Buziaki, Natka ;*